Psy niesportowe |interferogram |Aerobik Bydgoszcz
wydarzeniadlakobiet.info

„Przyszedł dzień (czy naprawdę to tylko cztery dni temu wybierał się
z zegarkiem do pasera i usłyszał stukanie do drzwi) wyjazdu. Rockhard uścisnął mu dłoń i Deerning po raz drugi poczuł ów ciepły dotyk i jednocześnie ujrzał coś w starych, zimnych oczach, co można było nazwać tylko błaganiem. Gdyby to błaganie przybrało formę słów, jakie by one były „Uratuj mi mojego chłopca". Albo „Nie zawiedź mnie". Albo może „Zaufaj mi; żebyś nigdy we mnie nie zwątpił". Lub też „Jesteś ulepiony z tej samej gliny co ja, chłopcze — w podlejszym wydaniu, ale z tej samej, więc... trzymaj się, jakby co". Wręczył mu tyle pierhędzy, ile Deerning nie miał jeszcze w ręku od tamtej nocy, kiedy to przy pokerze zgarnął wszystko ze stołu, a potem stracił do faceta, który wygrał następne rozdanie. Ale tym razem były to tylko pieniądze na drobne wydatki, nawet nie wliczone w umowę. Rockhard pewnie nigdy nie podejrzewał, jak blisko był utraty wynajętego przez siebie człowieka z powodu rozmiarów owego „kieszonkowego". A może właśnie podejrzewał. Bo od tej chwili łatwiej byłoby Deemingowi pozbyć vSię własnego cienia niż krępego faceta Rockharda.
A czy udał się w drogę rozparty na luksusowym siedzeniu limuzyny patrząc na tłum przyjaciół powiewający za nim chusteczkami z okien bloku Guzik. Wyjechał z domu w skrzyni samochodu dostawczego, który dotarł na podwórko budynku nie wiadomo gdzie. Zaprowadzono go bez słów do jakiegoś pomieszczenia, wbito w skafander i wciśnięto do komory nie wyższej niż skrzynia na pościel w tapczanie, a przy tym męcząco okrągłej, ponieważ jej średnica była o dwie dłonie mniejsza niż jego wzrost, tak że nigdy nie mógł się całkowicie wyprostować. Przyspawano pokrywę; w tym momencie stwierdził, że jego rurka odbytowa nie chce się przekręcić o ową jedną czwartą obrotu, która otwiera drogę do regeneratora. Stracił prawie całą noc usiłując ścisnąć ją pośladkami, które najwyraźniej okazały się za mało chwytne, a w miarę upływu czasu zaczynały domagać się uznania swoich potrzeb, których spełnienie, przysiągłby, nie leżało w jego możliwościach. Nie miał jednak racji; drogą „małych kroków" udało mu się w końcu otworzyć ujście, po czym długo leżał zlany potem z wysiłku i ulgi. A później przez jego więzienie przepłynęło więcej czasu, niż taka klitka miała prawo pomieścić, kiedy nie było nic do roboty poza myśleniem.“(13)