„— Kto może potwierdzić, że właśnie ty byłeś na strzelnicy
— Nikt, ale w trawie pod drzewem zgubiłem zapasowy magazynek. Było już bardzo ciemno, więc postanowiłem poszukać go dopiero rankiem.
Jeden z cywilów, uzbrojony w latarkę, wychodzi bez słowa do parku. Wraca z magazynkiem w ręku. Musiało tak być. Leżał tam przecież od przed wieczora.
Łagodnieją oblicza moich prześladowców. Na twarzy komendanta uśmiech
— Very good job — bardzo dobra robota. Alibi poparte pośrednimi dowodami. Very good, my boy, gratuluje.
A mój instruktorwłamywacz klepie mnie po ramieniu
i stwierdza autorytatywnie
— Różne są metody opróżniania butelki i różne sposoby nabijania w nią gliniarzy. Ale prawdziwie mądry jest dopiero ten, kto zna wszystkie i potrafi je zastosować.
Nie lada to pochwała i tym cenniejsza, że padła z ust tak doświadczonego „fachowca". Jak widać, wojna i wymogi walki konspiracyjnej stawiają na głowie wiele kanonów etycznych, bo oto tu na kursach metody zaczerpnięte z arsenału notorycznych przestępców, a więc wszystko, czym zazwyczaj pogardza każdy uczciwy człowiek, znajdują pełne uznanie. Bezbłędne zaś wykonawstwo zyskuje poklask otoczenia.
Te niespodziewane dzienne i nocne śledztwa miały nauczyć nas kłamać. Musieliśmy umieć komponować bez najmniejszego wahania legendę, dostosowaną do konkretnej sytuacji i noszącą cechy prawdopodobieństwa. Spamiętać podawane w niej szczegóły, powtarzać je, trzymając się uporczywie jednej wersji. To była jedyna szansa wywinięcia się z opresji lub skierowania dochodzenia na fałszywe tory.“(4)