„„Co robić — zastanawiał się profesor zostawszy sam. — Wejść, sprawdzić, co się tam dzieje" Traube
nie był człowiekiem tchórzliwym. Wiele razy w życiu zdarzało mu się wypróbowywać samego siebie. A jed nak teraz... „Cóż ostatecznie Niech się dzieje, cu chce!" Ogromnym wysiłkiem woli zmusił się do wejścia do laboratorium. Człowiek ze stali tkwi nieru chomo w niszy. Bardzo powoli profesor zbliża się do niego. Oto znów stoją naprzeciw siebie. Człowiek zc stali spogląda bez drgnienia powiek. Jest w tym spojrzeniu coś nie dającego się wypowiedzieć. Tak więzień patrzy na niebo poprzez wąską szparę z ciemnicy. Tęsknota, bezradność, a równocześnie wielka żądza życia... Profesor czuł, że zamiast niedawnego stra chu ogarnia go litość, prawdziwe, ludzkie współczucie. Nie odrywając wzroku, patrzył w oczy swego Harryego. Czuł znowu łzy pod powiekami, lecz nie zwracał na to uwagi. „Mój Boże, cóż to, radość czy cierpienie Triumf, zadośćuczynienie czy klęska"
— Harty! — zawołał cicho. Zastygłe oblicze jakby z lekka drgnęło.
— Harry!
Traube zabrał się do rozwiązywania jednego z najbardziej skomplikowanych zadań. Całe dni i noce spędzał w laboratorium. Nikt nie miał do niego dostępu. Przede wszystkim należało doprowadzić do poruszania się oczu i artykulacji. „Zapewni to stałą łączność z człowiekiem ze stali przy pomocy znaków i mowy" — uznał Traube i sporządził alfabet na kartonach o rozmiarze dziesięciu centymetrów kwadratowych namalował tuszem wszystkie litery alfabetu. Na ścianie zawiesił wielki ekran, na którym widniał ogromny, czarny krzyż, wziął pałeczkę, podszedł z nią do ekranu i zabrał się do pierwszej czynności.“(10)